Archiwa kategorii: Polska

majubaju na Facebooku

Mili wszyscy tutaj zaglądający

z tego całego blogowania najlepiej mi wychodzi pisanie. sponsorzy, logotypy, ruch na stronie nigdy mnie nie interesowały. dla mnie najważniejsze jest by pisać i by móc w najwygodniejszy dla mnie sposób posty szybko publikować. a tak to wszystko jakoś działa, że przy tych wolnych Internetach, z którymi zwykle mam w drodze do czynienia, najwygodniej jest mi publikować treści przez aplikację Facebookową. dlatego też tam mnie znajdziecie częściej niż tutaj.

dla zainteresowanych link::
—- majubaju na stronie Facebook —-

3 odpowiedzi na „“majubaju na Facebooku””

Odpowiedz na „Anka

 

spieszmy się zwiedzać świat

niewątpliwym plusem mieszkania na Muranowie jest sąsiedztwo pawilonów przy Jana Pawła (Warszawa), a w nich kuchnie świata – lokale duże i małe, bez nadęcia, autentyczne. niestety środowisko doskonałej konkurencji, które się wytworzyło w tym zagłębiu sprawia, że knajpy zwijają się zanim tak naprawdę zdążą się rozkręcić. niektórych mi nie żal, z plajtą innych nie mogę się pogodzić.

dzisiaj odwiedziłam Tsong Kha Momo – kuchnia tybetańska. lokal stoi pierożkami – momosami. taki Tybet pamiętam – dwa tygodnie jedzenia pierożków z mięsem jaka. tych tutaj na Muranowie nie znalazłam, podobnie brak w menu herbaty z masłem z mleka jaka. może i dobrze, bo ta herbatka prawie że mnie tam wtedy wykończyła (polecam ją wszystkim cierpiącym na zatwardzenie). nie chciałabym by ta pierożkarnia zniknęła zanim nacieszę się smakiem wszystkiego co oferuje, dlatego serdecznie ją tutaj polecam.

w lokalu na ścianie wisi wielkie zdjęcie Lhasy – stolicy Tybetu vel miasto w zachodnich Chinach. chwilę mi zajęło zanim rozpoznałam na tej fotografii to właśnie miejsce. zdjęcie jest aktualne, a ja w głowie mam Tybet z 2004 roku kiedy to nie było jeszcze pociągniętej linii kolejowej z Chin/interioru chińskiego, a zabudowa samej Lhasy bardziej przypominała osiedle kurników niż regularną miejską tkankę. i jeszcze pamiętam, że wszędzie były myszy, istne królestwo Popiela, chodziły po mnie w nocy nie pozwalając spać. do Lhasy przylecieliśmy z Rafałem rozklekotaną awionetką, wypchaną po brzegi buddyjskimi pielgrzymami, z trudem forsującą wysokie łańcuchy górskie. pielgrzymi całą drogę śpiewali pieśni religijne, za oknem dach świata – jezu jakie to było przeżycie. w Lhasie przeprowadziłam swoją najskuteczniejszą kampanię reklamową. szukaliśmy chętnych, którzy z nami wynajmą jeepa z przewodnikiem i przejadą zwiedzając cały Tybet, wdrapią się do pierwszej bazy pod Mt Everestem i zjadą do Nepalu. we wszystkich motelach, hostelach i hotelach porozklejałam plakaciki własnej roboty informujące co i jak i gdzie nas znaleźć, by pogadać o szczegółach. znalazł się student z Kanady, profesor Uniwersytetu Cambridge badający kulturę Tybetu i jego języki oraz Szwed – jak się okazało – szaleniec, który w połowie drogi zmienił zdanie i wymyślił, że wraca pieszo spod Mt Everestu do Lhasy i że potrzebuje do tego mieć ze sobą 26 litrów wody. zbierał wszystkie plastykowe butelki, które się napatoczyły.
całe dnie jechaliśmy na przełaj przez płaskowyż, zajeżdżając na kolejne noclegi do wiosek. nigdy i nigdzie później nie widziałam tak gwieździstego nieba: wysokość, doskonale przejrzyste powietrze i brak elektryczności/światła składały się na te laboratoryjne warunki. Tybet z moich wspomnień do buddyjski spokój, prostota i pokora, dosłownie i przenośni. Miejsce, które się zatrzymało i które kazało każdemu zwolnić, w którym nie było nic poza strawą dla ducha i najpiękniejszymi widokami świata, ilość bodźców ograniczona do przyswajalnej wiązki.

Lhasę na fotografii rozpoznałam tylko dzięki Pałacowi Potala, który teraz wygląda jak Świątynia Opatrzności otoczona zwartą, symetryczną zabudową Miasteczka Wilanów. Lhasa jaką pamiętam potrzebowała zmian, wyrywała się do przodu, goniła świat. potrzebowała szpitali, szkół, inwestycji. jedni chcieli by pozostała żywym skansenem, drudzy by była dumą Chin. nie spotkali się w połowie drogi, zaorali, zalali betonem.

moje wspomnienie Tybetu jest tak mocne i wyraźnie i tak różne od tego co wykoncypowałam z fotografii, że chcąc je w sobie zatrzymać, do Tybetu nie mogę już wrócić. i to jest w sumie smutne.

11 odpowiedzi na „“spieszmy się zwiedzać świat””

Odpowiedz na „Anka

 

„Majubaju czyli żyrafy wychodzą z szafy” – książka

I oto stało się. W kwietniu Majubaju ukaże się jako książka nakładem wydawnictwa Pascal. Jest to relacja z mojej przeszło półtorarocznej podróży dookoła świata, którą na bieżąco tutaj na majubaju opisywałam.
O samej książce najlepiej, najmilej i najpiękniej mówią jej recenzenci: Szymon Majewski, Krystyna Czubówna, Michał Nogaś i Joanna Składanek.

Mam sto dziewięćdziesiąt centymetrów i wiem, co znaczy
podróżować z takim wzrostem po Boliwii czy Peru. Biegną
za tobą dzieci, wytykając palcami, a w lesie jesteś łatwym
celem dla tygrysa. Dlatego jestem pełen podziwu dla Mai Sontag,
która, mając sto dziewięćdziesiąt cztery centymetry wzrostu,
wybrała się w wymarzoną podróż dookoła świata. Taka
dziewczyna, odwiedzając kraje, gdzie najwyższy mężczyzna
sięga jej do pępka, musi być obdarzona odwagą i poczuciem
humoru. Trzecia rzecz to zmysł obserwacji. Z takiej wysokości
widzi się świat lepiej i ciekawiej. Jest się takim podróżującym
bocianim gniazdem. Szybciej wiesz, gdzie ląd i z której strony
atakują.
Ta książka to świetna zabawa dla tych, którzy podróżują
na kanapie. Otwierasz książkę i zwiedzasz świat na plecach
Mai. Jest dowcipnie i mądrze. Daj się wziąć Mai na barana!

Szymon Majewski

Czytam zapiski z podróży Mai i już po kilku zdaniach
przemierzam odważnie świat razem z nią. Uwiedziona lekkim
stylem, celnością obserwacji i wyrafinowanym poczuciem
humoru autorki odbywam podróż życia. Nieważne, co czai się
za rogiem, przecież Ziemia jest okrągła, więc nie ma kantów.
Żaden „przeczytany” film nie zbliżył mnie do opisywanych
miejsc tak jak wędrówka z Mają po kartkach jej książki. Ta podróż
mogłaby się dla mnie nie kończyć.

Krystyna Czubówna

Po przeczytaniu tej książki będą mieli Państwo tylko jedno
marzenie: być jak Maja Sontag. Człowiekiem odważnym,
inteligentnym, ale także szalonym, pokręconym i szybkim jak
strzała. Taka też jest jej książka o wyprawie dookoła świata.
Podobno Mike Patton zamierza napisać o tym wszystkim piosenkę.
Oczywiście, że miłosną.

Michał Nogaś,
Program Trzeci Polskiego Radia

Czyta się jednym tchem. Świetny język, dystans do siebie
i idealna dawka humoru sprawią, że czytelnik będzie marzył,
aby ta fantastyczna podróż dookoła świata nigdy się nie
skończyła.

Joanna Składanek,
redaktor naczelna portalu podróżniczego Monoloco

4 odpowiedzi na „“„Majubaju czyli żyrafy wychodzą z szafy” – książka””

  1. Droga Pani Maju :) Książkę świetnie się czyta -aż zazdrość bierze i spełnia się przepowiednia red.Nogasia -chce się byc jak Pani :)
    Wartka opowieść niestety przerywa się na stronie 240 i przeskakuje w inny czas i miejsce -kilkanaście kartek coś zjadło. Czy można coś z tym zrobić? Wiem,że to ktoś inny zawinił,ale może problem jest znany i procedura „reklamacji” opracowana ,wystarczy tylko -kopiuj-wklej mi przesłać? Tylko proszę nie zaczynać od pytania czy mam paragon…
    pozdrawiam ciepło
    Ola Dragan

  2. Maju, dziękuję za Twoją książkę. Dostałam ją od siostry na urodziny idąc do szpitala. I jest ze mną tu na onkologii i pomaga mi wracać do życia, choć na początku musiałam dawkować czytanie, bo rany pooperacyjne bolały od śmiechu od Twoich dowcipnych komentarzy :) Jest przeciekawa, zabawna i pełna takiej pozytywnej energii, że chce się żyć :) Pozdrawiam Cię gorąco i dziękuję za inspiracje, kiedyś na pewno sama wyruszę w świat :-)

  3. Maju, dzięki Ci za Twoją książkę! Dostałam ją od siostry na urodziny, które spędzam w szpitalu. Ciałem jestem na onkologii, a duchem zwiedziłam cały świat przez 5 dni :) Połknęłabym tę książkę w 1 dzień, ale musiałam sobie dawkować podróż, bo rana po operacji bolała od śmiechu :-) Inteligentnie, dowcipnie i mądrze komentujesz świat, dziękuję Ci i życzę spełnienia marzeń :-) Ja też jestem obieżyświatem, na razie przemierzałam Europę, w tym roku muszę nieco zwolnić, ale w przyszłe wakacje ruszam :))) Gorąco pozdrawiam, Anka :-)

    • halo halo :)
      no i o to chodzi, że ja ta ksiązką chwilę poleżę z Tobą w szpitalu, pośmiejemy się i potem razem jeździmy po świecie.
      ja też ciałem tutaj w Warszawie, choć duchem ciągle w drodze. chyba już bardziej tej przyszłej, palcem po mapie wytaczam sobie przyszłą trase.
      i mam nadzieję Ciebie gdzieś tam na szlaku spotkać.
      zatem widzimy się! :)

Odpowiedz na „Anka

 

dla takich powrotów się wyjeżdża

Doszło do tego że jestem czytelnikiem własnego bloga, z niedowierzaniem podchodzę do treści zamieszczonych na majubaju. Wchodzę, czytam, oglądam zdjęcia i sprawdzam czy to wszystko aby naprawdę się wydarzyło. Wskoczyłam w stare buty. Nie wiedziałam że tak szybko, łatwo i bezboleśnie odnajdę się w tej polskiej rzeczywistości. Z tej perspektywy wszystko co tam przeżyłam, tamten świat jest tak odległy, że aż nierealny. Takie baju baju z innej planety.

16 marca wróciłam po egzotycznej już dla mnie Polski, po przeszło półtorarocznej podróży dookoła świata. Przyleciałam, wylądowałam, zostałam najcudowniej na świecie z należnymi honorami przywitana przez przyjaciół. Uściskali, wygłaskali, zawieźli do mieszkania a tam kolejna niespodzianka. Wszystko stoi jak stało. Wysprzątali, wyprowadzili z piwnicy, porozstawiali na swoje miejsca, wsadzili jajka do lodówki, ciasto na talerze, herbata dla wszystkich gości, którzy ze mną przyjechali z lotniska. Jakbym nigdy nie wyjechała… Położyłam się spać, wstałam, podeszłam do mojej szafy z ubraniami, w kuchni stary czajnik z wodą na herbatę, za oknem ten sam widok, siadam i zastanawiam się czy aby to wszystko mi się nie przyśniło. Tutaj czas stanął w miejscu. Niby minęło te samo 1,5 roku i tu i tam w drodze, a skala zmian i życiowych doświadczeń jakże różna. Dla kogoś zakrzywiła się czasoprzestrzeń. Mnie chyba porwali kosmici. Jak widzicie wróciło ze mną sporo różowego koloru. Rozdzielam go tutaj wszystkim po równo, koniecznie, bo w Polsce ludzie noszą się przeważnie na czarno-szaro-buro. To pierwsze co rzuciło mi się w oczy. Te czarne kruki latające po ulicach, stojące smutno na przystankach. Markotne twarze ludzi wokół, w tramwaju, na ulicy, w sklepie to nadal dla mnie widok nowy. No ale to jest Polska, jedno z wielu jej oblicz i to do niej właśnie tak tęskniłam. Jestem u siebie.

Odpowiedz na „Anka