klasa druga nieturystyczna

Pociąg z do Manakary, trzynaście godzin, wagon klasy drugiej – nieturystycznej, a w nim przede wszystkim zapachy ludzi, niedomykającej się toalety, zwierząt, towarów wszelakich, kolory ubrań wygrzebanych na tą okazję z biednej szafy, płacz dzieci, nawoływania sprzedawców stojących pod oknami oraz tona serdeczności oraz szarmanckości względem jedynego białego, w dodatku kobiety, podróżującego jak oni. Aby jakoś wytrzymać temperaturę i zapachy wybrałam sobie miejsce stojąco-kucane zaraz przy drzwiach, w których kto się nie zmieścił, to wisiał na zewnątrz. I to miejsce było święte, jak tylko ktoś w nim stanął, reszta przepędzała go mówiąc że tutaj to ja stoję. Podobnie z bagażem. Nie znalazłam dla mojego plecaka miejsca na półkach, więc postawiłam go między siedzeniami. Wystarczyło tylko by ktoś go dotknął, zaraz któraś skarżypyta donosiła mi o tym wołając „Maaadaam!”. I w tych drzwiach uczestniczyłam w załadunkach, rozładunkach, wyrzucaniu pasażerów na gapę, podawaniu dzieci matkom, wymianie bananów za bagietki. Siedziałam trochę na ziemi z nogami na zewnątrz, trochę na zorganizowanym dla mnie kanistrze z benzyną, miedzy koszami a bananami, trzymałam kury, odmawiałam zakupu koguta, byłam karmiona i zobowiązana do podzielenia się wszystkim co nabyłam na stacji, lub wyciągnęłam w plecaka.

Ale prawdziwą sensacją była moja schodząca skóra. Ramiona spaliło mi słońce i teraz całymi płatami linieję. Emocje towarzyszące odrywaniu małych kawałków mogłabym porównać do tych pojawiających się przy wyciąganiu oka czy odkręcaniu ręki. Musiałam ten numer powtarzać co stację, bo nowi pasażerowie dosiadali się i nie chcieli wierzyć opowieściom o białym ściągającym z siebie skórę i robiącym się jeszcze bielszym.

Jedna odpowiedź na „“klasa druga nieturystyczna””

Dodaj komentarz