królowa klepiska

Autobus wysadził mnie w samym środku ZOO bez klatek. Normalnie żyrafa, zebra i ja. Zgarnął mnie Jordan – przewodnik, który akurat jechał do main campu. I tak to tutaj trochę wygląda, kto człowieka pierwszy dopadnie, ranger czy lew. W obozie okazało się że jestem jedyna z namiotem na wielkim polu campingowym. Królowa klepiska. Nieliczne osoby zatrzymują się w kilku chatkach, tak to wszyscy od razu wjeżdżają na cały dzień do parku.

królowa kampingu

Spędziłam tutaj w sumie pól tygodnia, poznałam wszystko i wszystkich we wiosce. Jedzenie trzymałam w lodówce z coca colą u pana w sklepie, ważne ważności i drogocenności pod ladą u pani od biletów wstępu do parku. Wrzątek dawała mi bufetowa w kantynie dla pracowników, za 2$ dostawałam też ugotowanego ryżu, aparat ładowałam u pana od pralki. Codziennie między 12:00 a 14:00 przez camping przechodziła wielka sfora pawianów, które pierwszego dnia zrobiły sobie z mojego namiotu trampolinę, doprowadzając mnie tym samym do łez. Teraz codziennie już czekałam na ich nadejście uzbrojona w japonki, kamyczki i patyk. Na początku ludzie brali mnie za pustelnicę, przychodzili i pytali czy się nie boję, czy czegoś nie potrzebuję. lokalesi nazwali mnie „najmniejszy domek”. Z czasem gdy przyjechały na plac jeszcze dwa samochody safari, każdy zaczynał pobyt od odwiedzenia mnie i rozmowy na temat warunków na campie. O pawianach, o gryzących czarnych mrówkach, o braku światła. Przychodzili z podarkami, zapraszali wieczorem na wino. Martwili się gdy w nocy zerwała się ulewa, pytali rano czy nie zmokłam. było mi tam bardzo dobrze. W nocy sama nie mogłam uwierzyć we własne wariactwo. Rrudno było zasnąć od wrzasku słoni, kojotów, hien, parskania zebr. Camp otoczony był podziurawioną siatką i tyle. Ale przy tych jasnych nocach (pełnia) i porannym śpiewie miliona ptaków, które rezydowały w „moim” drzewie, to wszystko było po prostu super fajne.

W campie szybko się na mnie poznali i pilnowali mnie bardzo bym nie wychodziła poza szlaban i siatkę. Widzieli, że wszystko aż mnie swędzi od siedzenia na miejscu. Łapanie stopa jest zabronione, chodzenie poza ogrodzenie również. Kara pieniężna i chłosta. więc na całe 4 dni zakoleżankowałam się z Jordanem, który zabierał mnie wszędzie ze sobą, dołączał do grup, które obwoził po parku, brał gdy jechał na stację benzynową albo po ludzi do wioski.

Każdy wie jak wygląda zebra, czy krokodyl, więc nikogo niczym tutaj nie zaskoczę. Ja siedziałam całymi dniami w tym wysokim safari samochodzie jak w operze z lornetką patrzyłam na to całe widowisko, które na moich oczach natura wystawiała. z głosem Krystyny Czubówny w tle.

Dzisiaj jestem znowu w Harare. Jutro jadę nad Jezioro Kariba, występuję tam malaria więc potrzebowałam wrócić i dokupić lekarstw dla siebie.

Dodaj komentarz