love krowe

z pisaniem z drogi w Afryce jest tak, że albo nie masz warunków do pisania, albo nie masz czasu, bo odsypiasz, ponieważ jak nie było warunków do pisania, to najczęściej też nie było warunków do spania.

ja jestem już w Polsce i chcę bardzo skończyć opowieść o Madagaskarze, póki jeszcze we mnie buzuje.

w Ambalavao co tydzień w środę i czwartek odbywa się największy w kraju targ zebu. czyli dzisiaj też tam tak to wygląda. i to lubię w podróżowaniu, że zdobywasz świadomość istnienia tego miliarda równoległych rzeczywistości, że możesz zamknąć oczy i wyobrazić/przypomnieć sobie co też teraz dzieje się w Ambalavao. bo co tydzień wygląda to identycznie.

z obszaru o promieniu 100km ciągną do tej wsi stada zebu, wyszorowane krowy przeznaczone na sprzedaż. przy wejściu na teren targowiska krowy stają się bardziej hop do przodu niż ich bosy pasterz – dostają czipa w ucho i niezbędne szczepienia. zwierzęta następnie wpuszczane są na wielkie klepisko, na którym to wszyscy robią co mogą, by krowy im się nie wymieszały. a to łatwe nie jest, bo zebu stoi jak to ciele, rozkraczone sika pod siebie, po czym nagle obija mu szajba, wpada na szalony pomysł i biegnie ku wolności, wzniecając popłoch w całym stadzie. to podrywa się do biegu, trochę nie wiedząc w którą stronę, rozpierzcha się na boki, pasterze zaklęciami starają się ogarnąć ten chaos, zaganiają, za ogon chwytają. jest to tak komiczne, że śmieją się wszyscy i każdy chce w tym cyrku uczestniczyć, miejscowi przychodzą na targowisko dla rozrywki, kupują sobie wystruganego kijaszka i pomagają pasterzom utrzymać stado w kupie. i gdyby nie to, że porwałam się na zdobywanie drugiego najwyższego szczytu Madagaskaru i już czekał na mnie przewodnik z porterami, to i ja bym zaopatrzyła się w patyk i tam z nimi tych krów pilnowała. bo krowy to jedno, ale targ w Ambalavao ma coś z Janowa Podlaskiego. szyk, elegancja, kasa i klasa na miarę Madagaskaru. prochowce i kapelusze, dziurawe i przybrudzone. cekinowe czapeczki z daszkiem, nowe skóropodobne adidasy. moda ciucholandowa nieskalana światowymi trendami i konwencją. między tymi krowami dobija się grubych interesów (średnia sztuka kosztuje od 5 000zł, najdroższe są krowy białe, bo białe zarżnięte w ofierze zebu jest najmilej widziane przez duchy przodków).

ja po targowisku poruszałam się w asyście czterech chłopców, z którymi wcześniej na murku zjadłam reklamówkę pełną liczi.

4 odpowiedzi na „“love krowe””

Odpowiedz na „Ola