pani kucharka poleca

Pani kucharka w przydworcowej jadłodajni w Ndangane powiedziała mi, że najpiękniej na świecie jest w Jajem. Nie trzeba mnie jakoś specjalnie długo namawiać bym pojechała i to sprawdziła. Przy okazji uczę się tego, że jeśli ktoś ci w Afryce mówi, że podjedziesz gdzieś tam, a potem to już spokojnie dojdziesz pieszo na miejsce, to trzeba liczyć się z przynajmniej z dziesięciokilometrowym marszem.

Docieram do Jajem, a tu wioska jak każda inna. Poruszenie wielkie bo wielka biała kobieta przyjechała z wizytacją. Kurcze – myślę sobie – muszą gdzieś tutaj być jakiś ukryte drzwiczki do tego sekretnego miejsca, bo nie wierzę że to miejsce, to to. W sklepiku kupuję cole, siadam, zagadują mnie miejscowi. Rozmowa się nie klei przez ten nieszczęsny francuski. Wysyłają po człowieka, który mówi po angielsku. Zaspany chłopiec jest moim zbawieniem. Wita mnie w imieniu zebranych, mówi że w Jajem jest meczet, a w okól niego w cieniu drzew na placu spotyka się starszyzna, że może tego szukam. Pytam o drzewa, bo tyle zrozumiałam z wypowiedzi kucharki, że szukam wysokich drzew. Chłopak mówi mi, że za wioską jest rezerwat, ale to nic wielkiego palmy i baobaby. Nie to co Rezerwat Bandia.

Idę i znajduje jedno z piękniejszych miejsc jakie widziałam. Niekończący się las mieszany, palmiasto baobabiasto liściasty. Po horyzont, wysoko do nieba, wszystko wielkie. Wiatr przyjemnie wieje, giga drzewa dają schronienie przed słońcem, trzeszczą suche liście palm, czasem chatka, czasem koza, albo osioł.

okolice Jajem

Idę na przełaj, po porostu połazić pomiędzy tym wszystkim. Wydaje mi się że orientuję się w terenie, obieram na koniec kierunek Jajem. Idę chyba błądzę tak godzinę, a gdy spotykam w końcu trzech chłopców z psem, kijami oraz naręczem upolowanych w ten sposób chomiko-myszo skoczków z poderżniętymi gardłami, dociera do mnie że chyba oddalam się od cywilizacji a nie do niej przybliżam. Chłopcy pokazują mi drogę, tam w cieniu drzewa czekam aż coś przejedzie, coś co nie będzie fatamorganą.

Dodaj komentarz