wesoły autobus

przez całe ostatnie dwa dni byłam w drodze. można by pomyśleć, że dwa dni stracone w podróży. otóż nie. tutaj transport zajmuje tyle czasu, że jest osobnym rozdziałem w opowieści. bo to nie tylko widoki za oknem, ale życie w minibusie. a tutaj potrafią rozgrywać się prawdziwe ludzkie dramaty i ty stajesz jednym z bohaterów.

dzisiaj o 7:00 złapałam minibus do Fianaransoa. samochód szukając pasażerów robi kółka wokół „dworca”. w środku siedzi kobieta, przez okno rozmawia z mężczyzną który idzie równolegle z busem. kłócą się, awanturują na całego, ona rozedrgana z nerwów syczy, wydziera się, piany dostaje, on trochę podchmielony, zbiera słowa by wyartykułować myśl, trzyma się bardziej tego busa niż idzie za nim. wygląda na to, że ona go opuszcza, w znaczeniu jedzie sobie od niego. ruszamy, padają ostatnie mocne zdania, kobieta zamyka okno, ale nie może się uspokoić i dzieli się emocjami z pozostałymi siedzącymi w busie kobietami. i tutaj jak w programie „Rozmowy w toku” Ewy Drzyzgi sypią się rady, opinie, oceny. Gdy temat rozstał już rozpracowany i zapadła chwila przyjemnej ciszy, zadzwonił ten podchmielony. I znowu czy odebrać, czy nie, trwa dyskusja. Odebrała. Wszystkie nasłuchują, kiwają potakująco głowami. Po zakończonej rozmowie, zrelacjonowała wszystkim jej przebieg, na nowo rozgorzała debata.

jedziemy dalej. nagle inna kobieta z ostatniego rzędu zaczyna szlochać, krzyczy by się zatrzymać, wygląda jakby ją coś opętało, po głowach ludziom chodzi starając się natychmiast wydostać w busa. zawija się w chustę i biegnie z krzykiem w kierunku wioski. po minie kierowcy wnioskuje, że pojęcia nie ma o co chodzi. czekamy pół godziny, wystawiają jej rzeczy, zostaje z nimi jakiś mężczyzna.

dziewczynka daje znać, że chce wysiąść. zatrzymujemy się, ale ona nie jest pewna jednak czy to tutaj. jedziemy dalej. nie, jednak to było tam. wracamy. chociaż może to było jeszcze wcześniej, ona sama nie wie… wychodzimy z busa, każą jej się rozejrzeć, patrzeć na jedno zbocze góry, potem na drugie, na wioski w oddali, pytają czy to ta. ona stoi ogłupiała. pokazują mi, że jest jakaś teges, że wariatka. kobiety znowu dyskutują czy ją tutaj zostawić, czy nie, a jak to nie tutaj, od czasu do czasu zadają jej jakieś pytanie uzupełniające obraz sytuacji. ona sama decyduje się zostać tutaj i idzie w las.

potem wspólny posiłek w jednej z przydrożnych jadłodajni, wspólne zakupy węgla w workach lub liści eukaliptusa i gdy docieramy na miejsce to aż żal się rozejść, jakby się z kolonii wracało.

Jedna odpowiedź na „“wesoły autobus””

Dodaj komentarz