dla takich powrotów się wyjeżdża

Doszło do tego że jestem czytelnikiem własnego bloga, z niedowierzaniem podchodzę do treści zamieszczonych na majubaju. Wchodzę, czytam, oglądam zdjęcia i sprawdzam czy to wszystko aby naprawdę się wydarzyło. Wskoczyłam w stare buty. Nie wiedziałam że tak szybko, łatwo i bezboleśnie odnajdę się w tej polskiej rzeczywistości. Z tej perspektywy wszystko co tam przeżyłam, tamten świat jest tak odległy, że aż nierealny. Takie baju baju z innej planety.

16 marca wróciłam po egzotycznej już dla mnie Polski, po przeszło półtorarocznej podróży dookoła świata. Przyleciałam, wylądowałam, zostałam najcudowniej na świecie z należnymi honorami przywitana przez przyjaciół. Uściskali, wygłaskali, zawieźli do mieszkania a tam kolejna niespodzianka. Wszystko stoi jak stało. Wysprzątali, wyprowadzili z piwnicy, porozstawiali na swoje miejsca, wsadzili jajka do lodówki, ciasto na talerze, herbata dla wszystkich gości, którzy ze mną przyjechali z lotniska. Jakbym nigdy nie wyjechała… Położyłam się spać, wstałam, podeszłam do mojej szafy z ubraniami, w kuchni stary czajnik z wodą na herbatę, za oknem ten sam widok, siadam i zastanawiam się czy aby to wszystko mi się nie przyśniło. Tutaj czas stanął w miejscu. Niby minęło te samo 1,5 roku i tu i tam w drodze, a skala zmian i życiowych doświadczeń jakże różna. Dla kogoś zakrzywiła się czasoprzestrzeń. Mnie chyba porwali kosmici. Jak widzicie wróciło ze mną sporo różowego koloru. Rozdzielam go tutaj wszystkim po równo, koniecznie, bo w Polsce ludzie noszą się przeważnie na czarno-szaro-buro. To pierwsze co rzuciło mi się w oczy. Te czarne kruki latające po ulicach, stojące smutno na przystankach. Markotne twarze ludzi wokół, w tramwaju, na ulicy, w sklepie to nadal dla mnie widok nowy. No ale to jest Polska, jedno z wielu jej oblicz i to do niej właśnie tak tęskniłam. Jestem u siebie.

Dodaj komentarz